Lech Kaczyński obudził Luizę Złotkowską

Region

Pochodząca z Milanówka Luiza Złotkowska na ostatnich igrzyskach olimpijskich razem z koleżankami zdobyła brązowy medal w łyżwiarstwie szybkim na dystansie 2400 m. Dzień po sukcesie o godz. 7.00 rano obudził je prezydent Lech Kaczyński.

– Dzień po zdobyciu medalu o 7 rano zadzwonił do nas pan prezydent Lech Kaczyński. Jeszcze byłyśmy zaspane – opowiedziała nam Luiza Złotkowska.

Jak przebiegła rozmowa z prezydentem?

Prezydent rozmawiał z każdą z nas osobiście. Gratulował nam sukcesu i powiedział, że takie medale cieszą go najbardziej. Mówił, że w polskim sporcie jest mało takich niespodzianek. Zazwyczaj jest to domena takich krajów jak Stany Zjednoczone. Reprezentanci USA zawsze walczą o medale, nie patrząc na to, czy zakwalifikowali się jako pierwsi, czy jako ostatni. W polskiej rzeczywistości jest troszeczkę inaczej. Myślę, że niektóre media też kreują polskich sportowców jako takich outsiderów. Ja jadąc na igrzyska przeczytałam kilka komentarzy na mój temat, że fajnie, że tam jedzie, ale na pewno będzie ostatnia, czy zajmie miejsce maksymalnie piąte od końca. W biegu na 3 km zajęłam 21. miejsce i pojawiły się komentarze, że to było czwarte miejsce od końca. Nikt natomiast nie pamięta o tym, że na igrzyska pojechały 24 osoby najlepsze na świecie, które przez wiele lat walczyły o te miejsca i zostawiły za sobą miliony ludzi, którzy też próbowali.

Czyli jesteś zadowolona ze swoich indywidualnych startów?

Nie do końca. Nie powiem, że jestem zadowolona, bo wiem, że stać mnie było na więcej. Myślę, że ten medal w drużynie udowodnił niektórym osobom, że byłam do tych igrzysk przygotowana bardzo dobrze, że mogłam wiele też indywidualnie. Myślę jednak, że stres i presja ludzi dookoła spowodowała, że nie wyszło. W biegu drużynowym stanęłyśmy bez żadnych kompleksów, nie miałyśmy nic do stracenia. Myślę, że to był klucz do sukcesu.

Kiedy poczułyście, że macie ten medal?

Na podium czułam niedowierzanie, ogromną radość i szczęście, ale było to abstrakcyjne. Czułam się jak w bajce, jak w jakimś śnie. Dopiero po dobie uwierzyłam, że to jest mój medal, że nikt mi go nie odbierze i że to naprawdę się wydarzyło.

Nie żałujecie, że wasze medale zbiegły się ze złotem Justyny Kowalczyk?

Słyszałam komentarz Justyny Kowalczyk, jak zareagowała na nasz medal. Gdy ktoś jej powiedział, że polskie łyżwiarki zdobyły brąz, to powiedziała „Tak? Niemożliwe. Ale jajca”. (śmiech) Nie, nie żałuję. Ja się bardzo cieszę. To były niesamowite igrzyska. Polska zdobyła sześć medali, tego wcześniej jeszcze nigdy nie było. Przecież w całej historii mieliśmy osiem. Może teraz polskie sporty zimowe ruszą do boju i zaczną wierzyć, że wszystko jest możliwe. Może Polska się odmieni i tych medali będzie coraz więcej.

Bardziej jesteś związana sentymentalnie z Milanówkiem czy Pruszkowem?

Najbardziej chyba z Milanówkiem. Tam chodziłam do szkoły i tam pan Krzysztof Filipiak zwerbował mnie do łyżwiarstwa szybkiego, zaciągnął mnie na lodowisko na Stegny. Klub klubem, owszem zawsze MKS MOS Pruszków widniał przy moim nazwisku, jednak nie poznałam nikogo z tego klubu, nigdy nie otrzymywałam z tego klubu żadnego stypendium. Tak naprawdę był to taki klub widmo.

Nie zostałaś, tak jak Sławomir Chmura, przed olimpiadą zaproszona przez burmistrza Milanówka. Jak to odebrałaś?

Nie chcę tego komentować.

Gdy już jesteś w Milanówku, to gdzie lubisz spędzać czas, czy masz sentymentalne miejsce?

Zazwyczaj, gdy wracam do domu, to najchętniej chciałabym sobie odpocząć, wyciszyć się i skumulować siły na następne zgrupowanie. Najfajniej jest mi w łóżku, gdy wszyscy rano wyjdą do pracy, czy do szkoły, a ja zostaję sama i mogę sobie obejrzeć zaległe filmy, posiedzieć i się wyciszyć. Szczególnym sentymentem darzę szkołę podstawową nr 3, gdzie chodziłam. Tam dość często trenuję i zawsze miałam tam dobry kontakt nie tylko z gronem nauczycieli, ale z całym personelem. Wszyscy mnie tam zawsze witali jako osobę, która już coś osiągnęła. Nie wspomnę, co dzieje się teraz. (śmiech)

Jakie dalsze plany? Jak będzie przebiegać końcówka sezonu?

W niedzielę wyjeżdżam do Holandii na mistrzostwa świata w wieloboju, które odbędą się 20-21 marca. Pierwszy raz zakwalifikowałam się indywidualnie na mistrzostwa świata w wieloboju. Powiem szczerze, że nie liczę tam na super miejsca, ponieważ preferuję długie dystanse, a wielobój składa się z 500 m, 1500 m i 3000 m. 5 km jedzie tylko pierwsza ósemka po tych trzech krótszych dystansach. Jestem antytalentem do biegów krótkich, więc dystans na 500 m bardzo mi przeszkadza w osiągnięciu sukcesów w wieloboju. Myślę, że 18. miejsce będzie dobrym rezultatem.

[TheChamp-Sharing]

Byłeś na meczu i zrobiłeś ciekawe zdjęcie? A może nagrałeś filmik jak kibice cieszą się z wygranej? Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.